Zastanowiłabym się, czy stawianie własnego wadliwego partnera w opozycji do mniej zaawansowanych ewolucyjnie, bardziej wadliwych samców jest faktycznym powodem do zadowolenia i radości w związku. Każdy wie, że miłość jest ślepa, ale z czasem w miarę osłabienia pierwszych fascynacji i uniesień zazwyczaj ostrość widzenia znacznie się poprawia. Oczywiste jest również, że związek dwojga ludzi w dużej mierze powinien być oparty na zasadach kompromisu i umiejętności akceptacji wad ukochanego, ale wszystko ma swoje granice. Która z nas chciałaby codziennie rano budzić się z poczuciem irytacji, desperacko przywołując myśl że Jolka z drugiego piętra z tym swoim chłopem ma znacznie gorzej, żeby poczuć się pozornie lepiej? Nie ma ideałów, zarówno wśród mężczyzn, jak i kobiet, jednak czy to jest wystarczający powód by trzymać się kurczowo jednego modelu, jeżeli możemy go wymienić na lepszy? Czy nie jest tak, że ogrom wad drażniących nas w partnerze jest dodatnio skorelowany z mylnie interpretowanym uczuciem do niego, bądź jego zanikiem? Warto być może również się zastanowić, czy tak dalece posunięta tolerancja wobec wad drugiej osoby nie jest wynikiem lęku przed samotnością. Raczej taka postawa daleko nas nie zaprowadzi, nawet we dwoje.
Koleżance radzę zakupić dobre okulary i przyglądnąć się własnemu mężczyźnie, zamiast wnikliwie analizować przez lupę wady mężów, czy kochanków swoich koleżanek, bo to nie oni dadzą jej poczucie spełnienia. shogunka, 27/08/2010, 12:50
Zastanowiłabym się, czy stawianie własnego wadliwego partnera w opozycji do mniej zaawansowanych ewolucyjnie, bardziej wadliwych samców jest faktycznym powodem do zadowolenia i radości w związku. Każdy wie, że miłość jest ślepa, ale z czasem w miarę osłabienia pierwszych fascynacji i uniesień zazwyczaj ostrość widzenia znacznie się poprawia. Oczywiste jest również, że związek dwojga ludzi w dużej mierze powinien być oparty na zasadach kompromisu i umiejętności akceptacji wad ukochanego, ale wszystko ma swoje granice. Która z nas chciałaby codziennie rano budzić się z poczuciem irytacji, desperacko przywołując myśl że Jolka z drugiego piętra z tym swoim chłopem ma znacznie gorzej, żeby poczuć się pozornie lepiej? Nie ma ideałów, zarówno wśród mężczyzn, jak i kobiet, jednak czy to jest wystarczający powód by trzymać się kurczowo jednego modelu, jeżeli możemy go wymienić na lepszy? Czy nie jest tak, że ogrom wad drażniących nas w partnerze jest dodatnio skorelowany z mylnie interpretowanym uczuciem do niego, bądź jego zanikiem? Warto być może również się zastanowić, czy tak dalece posunięta tolerancja wobec wad drugiej osoby nie jest wynikiem lęku przed samotnością. Raczej taka postawa daleko nas nie zaprowadzi, nawet we dwoje. Koleżance radzę zakupić dobre okulary i przyglądnąć się własnemu mężczyźnie, zamiast wnikliwie analizować przez lupę wady mężów, czy kochanków swoich koleżanek, bo to nie oni dadzą jej poczucie spełnienia.
shogunka, 27/08/2010, 12:50